środa, 24 kwietnia 2013
Lubię to ! i Dodaj. Jajka w słoiku i pierwsze śniadanie na tarasie!
Lubię to!
Dodaj...
Dwa ,magiczne' słowa.
Wizytówka Facebook'a.
To dzięki nim kwitnie życie...towarzyskie i wszelakie.
Zdobywane są tysiące ,znajomych' a może nawet ,przyjaciół'.
Justyna i Ola mają ponad tysiąc znajomych na Fb.
Na całym świecie.
Ale ani jednej koleżanki w realu.
Nie lubią znajomości w normalnym świecie.
Unikają ich.
Czują się nieswojo kiedy chcę z nimi porozmawiać.
Nawet nie rozmawiają ze sobą.
Nawet o Fb.
Ale na Fb są 'znajomymi'.
Spotykamy się często w firmowej kawiarni.
Każda siedzi osobno i każda z laptopem.
Skąd wiem o Ich życiu na Fb?
Bo kliknęły Dodaj i też jestem Ich 'znajomą'.
Kliknęłam ,potwierdź zaproszenie',bo przecież Je znam...
Okazało się,że bardzo się mylę.
Dziwne - w sieci się znamy a w realu prawie nie?
Czy świat zwariował?
Kto to wymyślił?
Wiadomo, Zuckerberg.
Facet,który ma problemy z komunikacją w realnym świecie.
A ja zastanawiam się,czy nie skasować swojego profilu na Fb.
Ostatnio pojawiły się na nim nachalne komunikaty:
Zaktualizuj informacje o sobie.
Dodaj filmy,jakie widziałaś.
Dodaj programy telewizyjne,które oglądałaś.
Dodaj książki,które czytałaś.
Zero prywatności?
Nie mogę sama zdecydować czy chcę kliknąć Dodaj?
Facebook jest ze mnie niezadowolony?
Za mało klikam Lubię to! ?
Za mało mam 'znajomych'?
Wolę mieć ich tysiące w normalnym świecie.
Wolę dodawać to co lubię w rozmowie w firmowej kawiarni.
Wolę sama decydować kiedy mam kliknąć ,Lubię to!' i ,Dodaj'!
Wolę,żeby Facebook niczego ode mnie nie chciał.
Pierwsze śniadanie na tarasie, lubię to!
Bardzo.
Pierwsze zielone sałaty - green boy i musztardowiec.
To za sprawą nowego targu na Koszykach.
Sery kozie w kulkach zalane oliwą.
Dopiero co upieczona bułka.
I jajka w słoikach.
Jajka na miękko z bukietem sałat i sosem musztardowym
na dwa słoiki:
dwa wiejskie jajka
dwie garście green boy
mała garść musztardowca
szalotka
ząbek czosnku
łyżka klarowanego masła
pieprz i sól
Na maśle zeszklić posiekaną szalotkę i czosnek.
Dorzucić green boy i krótko zblanszować.
Zestawić z ognia.Doprawić solą i pieprzem.
Sos musztardowy
szalotka
łyżka masła klarowanego
200 ml wywaru z jarzyn lub lekkiego rosołu
50 ml mleka
50 ml ubitej śmietany
łyżeczka mąki
łyżeczka curry w proszku lub w postaci pasty
2 łyżki musztardy francuskiej
pół łyżeczki cukru
sól,pieprz
Pokrojoną szalotkę podsmażyć na maśle.
Dodać mąkę i curry.Wymieszać widelcem.
Dolać wywar i mleko.
Gotować na małym ogniu kilka minut.
Zdjąć z ognia,dodać musztardę,sól, pieprz i cukier.
Wymieszać.
Dodać ubitą śmietanę i wymieszać.
Ugotować jajka na miękko.
Lekko ostudzić je pod zimną wodą i delikatnie obrać ze skorupek.
Do dwóch słoików rozłożyć green boy. Sos musztardowy i na wierzchu ułożyć jajka.
Dołożyć liście musztardowca.
Podać ze świeżą bułką.
Dodatek koziego twarożku bardzo wskazany.
Pysznych wiosennych śniadań!
Na tarasie,balkonie, w kuchni...
sobota, 20 kwietnia 2013
Smak lepszego życia. Brązowy ryż i tang zhong. Czyli pieczemy razem chleb!
Tak niewiele trzeba,żeby upiec wspólny chleb!
Wystarczy hasło.
Kilka wiadomości przesłanych drogą internetową.
Przepis wybrany z setek możliwości.
I już pędzimy po produkty.
Rozmawiamy o naszym chlebie.
Cieszymy się.
Pieczemy.
Razem.
Kuchnia w kuchnię.
Daleko i blisko.
Te kilka weekendowych dni przepełnione są radością i ciepłem.
Tak powstaje wspólnie pieczony chleb.
Namaszczony dobrymi emocjami i magią.
Jak smakuje własny i wspólny chleb?
To smak lepszego życia!
Chleb z brązowym ryżem i tang zhong
składniki na dwa bochenki po ok.560 g każdy lub cztery po ok.280g każdy
480g mąki chlebowej
30 g mleka w proszku
40g cukru
8 g soli
8g drożdży instant
200 g mleka
170 g tang zhong
40 g masła
180 g brązowego gotowanego ryżu,niesolonego,ostudzonego
tang zhong
30g mąki chlebowej
150g mleka
Mleko w temp. pokojowej i mąkę umieścić w garnku.
Wymieszać trzepaczką i postawić na małym ogniu.Podgrzewać cały czas mieszając aż na powierzchni masy pojawią się ,wiry' a całość zacznie gęstnieć( temperatura mieszaniny 65 st.C).
Zestawić z ognia i od razu nakryć folią spożywczą,odstawić do wystudzenia.
Ciasto chlebowe
W misce umieścić wszystkie składniki ciasta,oprócz ryżu i masła.Wyrabiać ok 5 minut.Dodać masło i wyrabiać aż ciasto będzie gładkie i błyszczące.
Dodać ryż i wyrabiać aż ryż równomiernie rozłoży się w cieście.
Utworzyć z ciasta kulę i umieścić ją w wysmarowanej tłuszczem misce.Przykryć ściereczką i zostawić do wyrośnięcia na 45-60 minut.
Wyjąć ciasto na blat i podzielić na dwa lub cztery bochenki.
Przykryć i zostawić na 15 minut.
Umieścić je w formach i zostawić do wyrośnięcia ,aby ciasto wypełniło 80-90% foremki(45 min.- do godziny w temp.ok.30 st.C).
Piekarnik nagrzać do 190 st.C.
Piec chleby ok. 35 minut.
Jeżeli za szybko się rumienią,położyć na blachach folię.
Wyjąć z piekarnika,wystudzić na kratce.
Kroić nożem z ząbkami.
*Oryginalny przepis pochodzi stąd - http://misrecetasfavoritas2. blogspot.com/2012/06/pan-de- molde-con-arroz-integral-tang. html
Swoje ciasto chlebowe podzieliłam równo na dwie części.
Z jednej uformowałam prostokątny chlebek z przeznaczeniem na tosty i piekłam go w formie keksowej.
Do drugiej części dodałam łyżkę herbaty Matcha,którą rozrobiłam na pastę dodając dwie płaskie łyżeczki wody.
Z ciasta z Matcha uformowałam cztery prostokątne chlebki,które piekłam w małych foremkach.
Pieczywo na tang zhong idealnie nadaje się na piękny początek dnia.
Jego lekkość i puszystość pozwala delektować się pysznym śniadaniem bez końca.
Chlebki z Matcha doskonale smakowały nam z samym masłem.
Kromki jasnego chleba jedliśmy z lemon curd (zawsze dodaję do niego kieliszek domowego limoncello).
I w postaci tostów z masłem i cynamonowym cukrem.
Boskie!
Dziękuję Wam Drogie ,
za niezwykłe,zaczarowane chwile.
Wszystkie mailowe wiadomości od Was spakowałam i zatrzymałam w swoim archiwum.
Jeżeli pozwolicie,będę je zbierać ilekroć zdarzy nam się wspólne pieczenie chleba.
Nie potrafię ich tak po prostu skasować.
Są częścią naszej wspólnej chlebowej historii.
Smak lepszego życia był udziałem:
Anny - Życie od kuchni
Anny -Marii - Kucharnia
Agi - W sezonie
Margot - Kuchnia Alicji
Atiny - Tak sobie pichcę...
Bożeny - Smakowe kubki
Eweliny - Around the kitchen table
Eweliny - Przy kubku kawy
Kaprysi - Kapryśnik
Lidii - Kucharzenie i pieczenie
Magdy - Konwalie w kuchni
Moniki - Moni w kuchni
Mysi - Pieczarka mySia
Olimpii -Pomysłowe pieczenie
Pauliny -W kuchni na Stalowej
Wiewiórki - Dzieje kuchennej Wiewióry
Wisły - Zapach chleba
Amber - Kuchennymi Drzwiami
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Przebudzenie. Sezonowość od A do M i karmelizowana cykoria z serem Gruyere
Kawa o świcie.
Przy stole,pod wielkim kuchennym oknem.
Ostatnio z koglem moglem.
Lubicie kawę z koglem moglem?
To taki mój mały poranny grzeszek.
Zanim J. wstanie i razem zasiądziemy do śniadania,potrzebuję czegoś wyjątkowego.
Patrzę jak słońce wychodzi zza dachów i obejmuje moje okno.
Otwieram je i czuję zapach wiosny!
Ten rześki wiatr,szczególny zapach ziemi i roślin.
Nie mogę się doczekać takich poranków na tarasie.
Jego remont idzie pełną parą,abyśmy mogli cieszyć się spędzanym tam czasem jak długo się da.
Już planuję prace w ogródku,wiem jakie kwiaty będą posadzone w donicach.
Kompletuję koszyki na lawendę i inne zioła.
Czuję te wiosenno letnie klimaty.
Początek nowego.
Przebudzenie.
Sezonowość od A do M.
Mamy z Magdą nadzieję,że polubicie ten nasz kulinarny projekt.
My już go lubimy,bo wspólne gotowanie sprawia nam wiele radości.
Staramy się wykorzystywać w naszych kuchniach składniki zgodnie z rytmem natury.
Ale nie za wszelką cenę.
Nie chcemy zamykać drzwi naszych kuchni przed innymi wyborami.
Smakujmy!
Karmelizowana cykoria z serem Gruyere
Carmelized endive with Gruyere
dla 4 osób
1 łyżka oliwy
20 g masła
1/2 łyżeczki cukru
4 endywie,przecięte wzdłuż na pół
2 łyżeczki listków tymianku
200 g gruyere startego na tarce o grubych oczkach
15 g pokruszonego czerstwego chleba
sól i czarny pieprz
Rozgrzej piekarnik do 190 stopni C.
Postaw ciężki,płaski rondel na średnim ogniu.
Wlej oliwę.dodaj masło,cukier i szczyptę soli, i pozwól aby się rozgrzały.
Połóż cykorie ,przekrojoną stroną.
Smaż 3 - 5 minut lub do czasu gdy będą głęboko złote.
Zdejmij patelnię z ognia.
Przenieś połówki cykorii do żaroodpornego naczynia,układając je przekrojem do góry.
Ciasno obok siebie.Posyp serem i połową tymianku.
Wstaw do pieczenia na 8-12 minut,aż ser zacznie bąblować.
Wyjmij z piekarnika.Posyp okruchami chleba i czarnym pieprzem.
Wstaw z powrotem do pieca nagrzanego do 200 st. C na 5-7 minut,aż chleb zbrązowieje.
Posyp resztą tymianku.
Podawaj gorące.
*przepis Yotama Ottolenghi z książki Plenty
Dodałam dużą łyżkę brązowego cukru do karmelizowania.
Posypałam cykorie tartą bułką zamiast pokruszonym chlebem.
Zapiekałam w tej samej patelni,na której karmelizowała się endywia.
Chciałam zatrzymać w daniu pyszny sos,który powstał podczas karmelizowania.
Cykorię podałam z białym winem.
Karmelizowanie cykorii łagodzi jej naturalną goryczkę.
Duża ilość Gruyere ,tymianek i rumiane okruchy chleba stanowią wyjątkowo pyszną kompozycję.
Polecam zanim zacznie się festiwal wiosennych warzyw.
Spróbujcie!
środa, 10 kwietnia 2013
Gdy zatrzymuję czas dom pachnie czekoladą.Włoski chleb na zakwasie ( ,w ciemno')
Są na świecie miejsca,gdzie nic nie dzieje się o wyznaczonej porze.
Pojęcie czasu jest zupełnie inne.
Nikt nie podróżuje ze słuchawkami na uszach odcięty od współtowarzyszy podróży.
Każdy rozmawia z każdym.
Ludzie są otwarci i szczęśliwi.
Uświadomiłam to sobie,wspominając pewną daleką podróż.
Zatłoczony autobus i uśmiechniętych ludzi.
Droga była męcząca ale pełna dobrych emocji.
Dlatego teraz lubię się zatrzymać.
Lubię działać bez wyznaczania ram czasowych.
Wszystko i tak układa się po swojemu.
Podróżowanie po świecie myśli i słów daje mi wiele szczęścia.
Lubię znaleźć czas dla siebie i innych.
Lubię rozmawiać przy kawie nie patrząc na upływające chwile.
Lubię rzucić wszystko i upiec razem chleb.
Włoski chleb z czekoladą
biga
28 g zakwasu 50% hydracji
32 g mąki chlebowej
18 g wody w temperaturze pokojowej
Wymieszać składniki w misce.Przykryć i odstawić na 8 godzin w temperaturze pokojowej.
ciasto właściwe
biga
3 szklanki mąki chlebowej
1 1/8 szklanki wody
4 łyżki miodu
1 łyżka ekstraktu waniliowego
4 łyżki kakao
1/4 łyżeczki drożdży instant
1 łyżka soli
groszki czekoladowe
Wymieszać wszystkie składniki ciasta oprócz czekolady.
Wyrabiać ciasto 8-10 minut.
Zostawić na 5 minut aby odpoczęło.
Dodać czekoladę i wyrabiać do czasu aż będzie dokładnie rozprowadzona w cieście.
Ciasto umieścić w naoliwionej misce,przykryć i zostawić do fermentacji na ok.2 godziny.
Podzielić ciasto na dwie części,uformować je w kulę i zostawić do wyrastania na 3 godziny.
Nagrzać piekarnik do 200 st.C.
Na dnie umieścić naczynie ze szklanką wody aby parowała w czasie pieczenia.
Chleby naciąć ukośnie.
Piec 20 minut.
Jeżeli to konieczne ,obrócić blachę i piec jeszcze 15-20 minut.
Studzić na kratce przynajmniej godzinę.
* przepis stąd
Uwagi
Moje ciasto podczas pierwszej fermentacji wyrastało ok. 3 godziny.
Podzieliłam je na dwie części.
Z jednej uformowałam okrągły bochenek.
Piekłam go w garnku żeliwnym przez 20 minut.
Chleb kroiłam na drugi dzień.
Drugą część ciasta po pierwszej fermentacji podzieliłam na małe kawałki, włożyłam do prostokątnych foremek,przykryłam i wstawiłam na noc do lodówki.
Piekłam rano po doprowadzeniu ciasta do temperatury pokojowej przez 15 minut z parą.
Zdecydowanie pulchniejsze wnętrze chleba uzyskałam w drugim przypadku.
Zawsze chciałam upiec ten chleb.
Przyszedł czas,że musiałam zatrzymać się,zmienić plany,żeby zapachniało nim w moim domu.
Dziękuję Annie-Marii,że mogłam upiec go teraz.
Dziękuję Wszystkim,z którymi piekłam chleb ,w ciemno'.

Od Anny otrzymałam to miłe wyróżnienie.
Dziękuję i doceniam.
Brałam już udział w podobnej zabawie i nie chcę powielać faktów i ciekawostek z mojego życia.
Czytając moje posty wiecie o mnie bardzo dużo.
Każdy post jest osobisty.
Nie potrafię wyróżnić ani 10,ani 15 blogów.
Tak wiele zasługuje na uznanie.
Dziękuję i doceniam.
Brałam już udział w podobnej zabawie i nie chcę powielać faktów i ciekawostek z mojego życia.
Czytając moje posty wiecie o mnie bardzo dużo.
Każdy post jest osobisty.
Nie potrafię wyróżnić ani 10,ani 15 blogów.
Tak wiele zasługuje na uznanie.
środa, 3 kwietnia 2013
Przystanek Alaska? To ja w stronę Azji! Pierożki z kaczką
Śnieg zasypał wszystkie moje plany, założenia i uniemożliwił niektóre.
W gronie Znajomych raczyliśmy się opowieściami i wspomnieniami,jak to w ciepłe wiosny bywało.
Zostało kilka pustych butelek po winie...
Będę opowiadać o Wiośnie wnukom?
Powstaną o Niej legendy?
A Ona tymczasem nie przyjdzie...
Ominie nas.
Zapomni.
Pobiegnie gdzieś indziej...
Zostanie mi przystanek Alaska?
Bezbarwny,monotonny i wiecznie biały?
Znielubię biel,zakupię sanie,wyemigruję...
Takie myśli kołaczą mi się po głowie,kiedy znowu muszę odśnieżyć auto.
Nasz dozorca jest na skraju wyczerpania nerwowego.
Przestał się do mnie uśmiechać.
Zniszczył ostatnią łopatę do śniegu , a już ich nie sprzedają...
Przystanek Alaska!
Uciekam w stronę słońca.
Rozgrzewam się przy kuchni Wschodu.
Robię pierożki.
Nie są one oryginalnym przepisem z Azji.
Są moją wariacją ,na temat'.
Smażone pierożki z kaczką
farsz
dwa udka kaczki
kieliszek japońskiego wina śliwkowego
2 łyżki sosu teriyaki
2 łyżki oleju sezamowego
papryczka chili
2 łyżki świeżej kolendry
cebula dymka
dwa ząbki czosnku
1 łyżka soli
Uda kaczki umyłam,natarłam czosnkiem roztartym z solą.Włożyłam do naczynia,polałam winem śliwkowym,olejem sezamowym i sosem teriyaki.
Przykryłam i wstawiłam na noc do lodówki.
Na drugi dzień doprowadziłam mięso do temperatury pokojowej,dodałam tłuszcz z wcześniej pieczonej kaczki (można zastąpić olejem lub klarowanym masłem) i gotowałam do miękkości.
Kiedy mięso przestygło,pokroiłam na małe kawałki.Włożyłam do miski.
Dodałam pokrojoną dymkę razem ze szczypiorem , listki kolendry,pokrojoną chili bez pestek.
Wymieszałam i odstawiłam aby smaki się połączyły.
ciasto na pierożki
na ok.25 pierożków
200 g mąki pszennej
szczypta soli
120 ml gorącej wody
Mąkę przesiałam do miski,dodałam sól i wymieszałam.
Dolewałam stopniowo wodę,zagarniając mąkę.
Wyrobiłam gładkie i dość miękkie ciasto.
Uformowałam je w kulę,zawinęłam w folię i włożyłam do lodówki na godzinę.
Wyłożyłam ciasto na posypany mąką blat.
Obtoczyłam ciasto w mące,rozwałkowałam cienko.
Pokroiłam je na kwadraty,każdy posypałam mąką.
Na placki nakładałam farsz i sklejałam u góry,tworząc sakiewkę.
W wooku rozgrzałam 500 ml oleju arachidowego (może być inny).
Zrobiłam test,czy jest dostatecznie gorący,wrzucając kawałek ciasta.
Smażyłam po kilka pierożków.Wykładałam je na papier kuchenny do odsączenia.
Podawałam od razu,żeby były przyjemnie chrupkie.
Z miseczką sosu sojowego do maczania pierożków.
Alaska czy Azja?
Azja!
Częstujcie się.
czwartek, 28 marca 2013
Wielkanocna opowieść. Rodzinny pasztet z żurawiną
Przygotowania do Wielkiej Nocy trwały cały Post.
Ona porządkowała dom.
Od piwnic aż po strych.
Czyściła kaflowy piec.
We Dwoje bielili ściany.
On odnawiał meble i kredensy.
Ona polerowała kredą srebrne sztućce i półmiski.
Peklowała szynki w słonej zalewie.
W pończochach nad piecem dojrzewał schab.
On macerował mięso na kiełbasy.
Razem robili palmy.
Zbierali na nie bazie i zielone gałązki jagodowych krzaczków.
Wplatali kolorowe kwiaty suszków,zachowanych w tym celu od jesieni.
Plamami obdarzali rodzinę i sąsiadów.
W Wielkim Tygodniu On wędził kiełbasy i szynki.
I tarł w przedsionku wielkie korzenie chrzanu.
Ona moczyła śledzie,doglądała zakwasu na chleby i żur.
Gromadziła jaja.
Kacze do wypieków,kurze do jedzenia.
Przyjeżdżałam tam na skrzydłach.
Na jak najdłużej przed świętami.
Żeby chłonąć ten cudny czas każdym zmysłem.
Razem malowaliśmy pisanki.
Dekorowaliśmy mazurki.
Wyrabialiśmy ciasto na chleby i baby.
Ona cierpliwie wprowadzała mnie w tajniki kuchennego świata.
Biegłam za Nim do komórki,gdzie wędziły się mięsa.
Donosiłam naręcza owocowych drewien.
Opowiadał mi jak to w młodości biegał za pannami i polewał je wodą.
Wietrzyłyśmy kołdry i poduchy.
Powlekałyśmy je białą koronkową pościelą.
Łóżka pachniały wiosennym wiatrem.
Kiedy przyszedł czas,nakrywaliśmy wielki stół białym jak śnieg obrusem z białym haftem.
I stawały na nim wszystkie świąteczne potrawy.
W wiklinowym koszu czekały poświęcone pokarmy.
Stary zegar dokładnie odmierzał czas.
Zjeżdżała Rodzina.
Wesołe głosy wypełniały spokojny dotąd dom.
Nastawał czas Wielkiej Nocy.
Pasztet z żurawiną
350 g łopatki wieprzowej
300 g karku cielęcego
300 g wątroby cielęcej lub wieprzowej
150 g tłustego boczku pokrojonego na kawałki
3 średnie cebule obrane i pokrojone na ćwiartki
3 jajka
100 g suszonej żurawiny namoczonej na noc w winiaku plus łyżka do posypania wierzchu
1/4 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej
kilka liści laurowych
po kilka ziaren pieprzu i ziela angielskiego
pieprz i sól
plastry boczku do wyłożenia wierzchu pasztetu
Na noc przed pieczeniem pasztetu zalać żurawinę winiakiem,przykryć szczelnie naczynie i odstawić.
Piekarnik nagrzać do temp. 160 st. C.
Do formy do zapiekania włożyć mięsa - wieprzowe i cielęce.
Obłożyć pokrojonym boczkiem.
Piec godzinę.
Do brytfanny włożyć ziarna pieprzu,ziela angielskiego i liście laurowe.
Dodać ćwiartki cebuli.Piec następną godzinę.
Gdy mięso jest całkowicie miękkie,wyjąć je z formy na talerz.
Do powstałego z pieczenia mięsa sosu dodać pokrojoną na kawałki wątrobę.
Piec ok.20 minut w temp. 180 st.C.
Ostudzić.
Mięso,wątrobę i cebule przemielić w maszynce.Raz lub dwa razy.
Dodać sos z pieczenia i wymieszać.
Doprawić gałką,pieprzem i solą do smaku. Dodać jajka i żurawinę razem z resztą winiaku .
Wszystko dokładnie wymieszać.
Foremkę do pieczenia pasztetu wysmarować masłem.
Do formy włożyć mięso,wyrównać wierzch,posypać suszoną żurawiną i przykryć plastrami boczku.
Wstawić do nagrzanego do 180 st.C piekarnika i piec ok. 45 minut.
Wyłączyć piekarnik a pasztet zostawić na 15 minut.
Wyjąć z piekarnika i wystudzić.
Wstawić na noc do lodówki.
Przed podaniem zdjąć z pasztetu plastry boczku.(można włożyć je do żuru)
Podawać z sosem chrzanowym,kaparowym,z ćwikłą.
Albo z domowym majonezem.
Ten pasztet jest w mojej rodzinie od kilku pokoleń.
Tradycyjnie pojawia się na liście świątecznego menu.
Budzi wspomnienia.
Wiosennej i pysznej Wielkiej Nocy Wam życzę!
piątek, 22 marca 2013
Łosoś w pomarańczach.Z karmelizowanym pasternakiem. Moja Magdo!
Droga Magdo,
zachciało nam się ryby wspólnej i tak oto myślałam nad rybim wyborem dni parę.
Jaka?
Z czym?
Dlaczego tak?
Czy może zupełnie inaczej?
I choć ryby jadam często,to wybór nie był tak oczywisty.
Postawiłam na tę,którą jadłam najdawniej.
Łosoś.
Ale tu powstał problem,bo wiadomo,że łosoś z marketu lub zwykłej sklepowej lady to prawie nie łosoś.
Nasłucha się człowiek,naczyta,napatrzy, to potem ma dylematy...
Trzeba zadać sobie nieco trudu i zakupić dzikiego łososia.
Ten żyje wolno, mięso ma bardziej zwarte i nie tak delikatne.
No i wyprawiłam się po dzikiego po uprzednim telefonie do kogo trzeba.
Przy okazji nadelektowałam tym i owym.
Wpadł mi w ręce pasternak piękny.
I pędziłam co ,koń wyskoczy' aby zdążyć na godzinę spotkania z Tobą.
Po drodze obmyśliłam ,że jeszcze sycylijskie Moro idealnie tu się wkomponują.
I tak powstała ta ryba.
Pełna kolorów i dobrej energii .
Ciekawa jestem,jak ją znajdujesz?
Dziki łosoś pieczony z pomarańczami i tymiankiem
płat dzikiego łososia
pomarańcza Moro
kilka gałązek świeżego tymianku
papryczka chili
sól i pieprz
oliwa EV
Piekarnik nagrzałam do temperatury 200 st.C.
Papier do pieczenia posmarowałam oliwą.
Ułożyłam na nim rybę skórą do dołu.
Posypałam ją solą i pieprzem.
Obłożyłam plastrami pomarańczy,tymiankiem i pokropiłam oliwą.
Ułożyłam obok ryby papryczkę chili i zawinęłam całość w papier.
Zapiekałam 15 minut.Potem odwinęłam rybę z papieru i piekłam jeszcze 10 minut.
Karmelizowany pasternak
Pomysł na ten pasternak zaczerpnęłam z restauracji Butchery& Wine,gdzie ostatnio delektowaliśmy się znakomitymi stekami w towarzystwie karmelizowanej pietruszki.
Pomysł to doskonały,bo i pietruszka i pasternak smakują idealnie jako dodatek do mięsa czy ryby właśnie. Lub jako samodzielna przekąska.
Dziękuję miłemu Panu z restauracji za przybliżenie przepisu!
moje proporcje:
dwa korzenie pasternaku
dwie łyżki miodu - dałam akacjowy
brązowy cukier
pieprz i sól
gałązki świeżego tymianku
Pasternak obrałam i pokroiłam na kawałki.
Na patelnię wsypałam kilka łyżek brązowego cukru.
Kiedy cukier zaczął się rozpuszczać, wrzuciłam pasternak i potrząsając patelnią ,okleiłam' go cukrem.
Zmniejszyłam grzanie, dodałam miód i gałązki tymianku.Wolno podgrzewałam.
Kiedy pasternak był miękki ale nie rozpadający się ,posoliłam i dodałam pieprz.
Wymieszałam.
Karmelizowany pasternak przełożyłam do ramekina i zapiekłam jeszcze razem z rybą przez ostatnie 10 minut.Wyszedł pyszny!
Popijając łososia zmysłowym chardonnay,pędzę do Ciebie.
Podelektować się Twoją rybą, moja Magdo!
Subskrybuj:
Posty (Atom)