czwartek, 1 marca 2012

Pieczenie chleba jest jak święto.Weekendowa Piekarnia # 127.








Pieczenie chleba to wyjątkowe chwile.Jest jak święto.
Poprzedzone planem,przygotowaniami i niepewnością:
czy się uda? czy spełni oczekiwania moje i Tych,którzy w święcie wezmą udział?
Drugi raz jestem gospodynią Weekendowej Piekarni.
Moje gospodarzenie to efekt niełatwych wyborów.
Wszak wspaniałych Piekarek u nas dostatek.A każda potrafi docenić dobre pieczywo.
Wybierajcie.I niech się Wam upiecze.
Weekendową Piekarnię#127 ogłaszam za otwartą!




Lubicie bułeczki? Białe lub razowe.Puszyste.
Akurat na śniadanie lub podwieczorek?
Upieczcie wspaniałe bułeczki Donny Hay.
Przepis zaadaptowała Dewi i cytuję go za Nią:

Rosemary - Knot Rolls
 8 bułeczek

2 łyżeczki suszonych drożdży 
1 szklanka (250 ml) wody
2 ½ szklanki (375g) mąki chlebowej
1 łyżeczka soli morskiej
1 łyżka oliwy z oliwek
kilka gałązek rozmarynu

Do posmarowania i posypania:
skórka otarta z połowy cytryny 
pół łyżeczki drobno posiekanego rozmarynu
pół  łyżeczki grubej soli morskiej
1 łyżeczka oliwy z oliwek




Umieścić suszone drożdże, mąkę i sól morską w misce miksera. Wymieszać składniki razem, dodać wodę i oliwę z oliwek. Zagnieść za pomocą  końcówki do zagniatania ciasta na małej prędkości od 5 do 10 minut, aż ciasto będzie elastyczne. Wyłączyć urządzenie. Zebrać ciasto w kulę, umieścić w lekko posmarowanej misce, przykryć, niech rośnie przez godzinę.

  Wyjąć ciasto z pojemnika, złożyć raz. Podzielić na 8 równych części.Z każdej uformować wałek,który zawinąć w rolkę.Instrukcja znajduje się tu. Umieścić rolki na blasze,w górny środek każdej włożyć gałązkę rozmarynu.  Przykryć bułeczki czystą ściereczką i zostawić do wyrastania przez godzinę. 

Rozgrzać piekarnik do 200 stopni C.

Wymieszać w małej misce skórkę z cytryny, drobno posiekany rozmaryn i grubą sól morską.
Tuż przed wstawieniem bułeczek do piekarnika,posmarować każdą oliwą z oliwek, a następnie posypać mieszanką soli. Piec 15 do 20 minut, aż będą złote.
 



Ciasto jak zwykle zagniatałam ręcznie.
Podzieliłam je na 16 części,aby otrzymać mini bułeczki.
Do posypania użyłam soli lawendowej: grubą sól morską zmieszałam z płatkami lawendy.
Bułeczki znikają jeszcze gorące.
Do zdjęć udało mi się ocalić jedynie cztery...
Zjedliśmy je z rilettes z kaczki.Przepis podam wkrótce.




W #127 edycji Weekendowej Piekarni nie może zabraknąć chleba.
Proponuję piękny chleb  słonecznikowy na zakwasie Gosi Maj.
Możecie go zobaczyć na jej blogu Majology.
Przepis cytuję za Autorką.

Bochen słonecznikowy na zakwasie
Składniki:
350g dojrzałego pszennego zakwasu (100% nawilżenia)
400g wysoko-glutenowej pszennej mąki (13% białka)
150g żytniej mąki
150g mąki grahamowej
455g wody
10 g morskiej soli
120g uprażonych nasion słonecznika
Sposób przyrządzania:
1. Połącz wszystkie trzy mąki z wodą i wyrabiaj w mikserze kuchennym przez 2 minuty na wolnych obrotach, przykryj i pozostaw na 40 minut.
2. Dodaj zakwas i sól i wyrabiaj przez 5 minut, zmieniając obroty co minutę z wolnych na średnie.
3. Dodaj ziarna słonecznika i wymieszaj aż będą dobrze połączone z ciastem, przez około 2 minuty.
4. Zostaw ciasto do pierwszego wyrośnięcia na około 3 godziny. Przemieszaj je tylko na 5 obrotów miksera po około 1 1/2 godziny wyrastania by pozwolić uciec gazom.
5. Po 3 godzinach wyrastania, wyłóż ciasto na stolnicę, złóż w kopertę, odwróć do góry nogami i pozostaw w spoczynku na 20 minut,
6. Wsyp garstkę nasion słonecznika na dno koszyka do wyrastania, dobrze poprzednio sprószonego mąką.
7. Uformuj duży bochenek i włóż do koszyka na 2 godziny do ponownego wyrośnięcia. Ciasto będzie gotowe do pieczenia, jeśli wgłębienie zrobione palcem już więcej nie sprężynuje.
8. Na godzinę przed skończeniem wyrastania, nagrzej piekarnik do 260ºC.
9. Wstaw bochenek do piekarnika, zaparuj piekarnik metodą, która Ci pasuje, obniż temperaturę do 220ºC i piecz przez 40 minut.
10. Wyłóż chleb z piekarnika na kratkę do studzenia.

Gosia upiekła ten chleb z okazji Światowego Dnia Chleba.
To autorski bochen Gosi.Na pewno jest wyjątkowy.
Będę go piekła razem z Wami.
Zapraszam!

niedziela, 26 lutego 2012

Czekoladowe sny.Pralinki,czekoladki,trufle w 20! TU i TAM

 Czekolada!
Cudowna barwa,kuszący smak i zapach.
Nieoceniona,kiedy potrzebujemy otuchy i pocieszenia.
Zjadana z radością w każdym zakątku Ziemi.
Uwielbiamy ją pod każdą postacią.
Gorąca i zimna.
Do picia i do chrupania.
Czekolada lubi kontrasty - kwaśne i ostre.
Likier i zioła.
Owoce i mięsa.
Od wieków jest obiektem pożądania.
Pudełko własnoręcznie zrobionych pralinek albo trufli - to miły i wymowny gest.
Na każdą okazję i bez okazji.
Zapraszamy na pralinki!
Do Kucharni Anny-Marii, i do mnie - do Kuchennymi drzwiami.
Częstujcie się bez poczucia winy.





''Chyba miałam dziesięć lat - może więcej - kiedy po raz pierwszy zakosztowałam prawdziwej czekolady.
Ale to urzeczenie przetrwało.Jak mapy woziłam przepisy.Wszelkiego rodzaju przepisy;wydarte z czasopism porzuconych na ruchliwych dworcach kolejowych,wyproszone od osób spotkanych w podróży i moje własne dziwne ich krzyżówki.Trasę naszej wariackiej włóczęgi po Europie wytyczały karty matki do wróżenia.A moje karty potraw były jak kotwice,jak punkty orientacyjne na bezbarwnych pograniczach."




Trufle z ciemnej czekolady Valrhona*

 700 g ciemnej czekolady dla gastronomii Valrhona
 500 g  ubitej śmietanki kremówki
100 g masła
 kakao,cukier puder i cukier cynamonowy do obtoczenia

Czekoladę połamać i włożyć do naczynia,w którym będzie rozpuszczana.Rozpuścić ją w kąpieli wodnej. Ubić śmietankę i zagotować .Po trochu wlewać ją do rozpuszczonej czekolady, jednocześnie ubijając. Kiedy śmietanka połączy się całkowicie z czekoladą, dodawać po kawałku masła, cały czas miksując. Gotową masę schłodzić przez kilka godzin w lodówce. Zrobić kulki z masy czekoladowej.  Obtoczyć każdą w kakao,cukrze pudrze i cukrze cynamonowym. Trufle trzymać w lodówce.

*proporcje i składniki z oryginalnego przepisu Valrhony.
Od siebie dodałam cukier puder i cukier cynamonowy.Robiłam z połowy porcji.





"Bloki couverture są trochę większe niż cegła.Guy dostarcza mi po skrzynce każdego z trzech rodzajów:ciemnej,mlecznej i białej.Tę surową czekoladę trzeba zahartować,żeby była krystaliczna,twarda.krucha na powierzchni i z dobrym połyskiem.Niektórzy cukiernicy kupują czekoladę już zahartowaną,ale ja lubię robić to sama.Nieskończenie fascynujące jest ożywianie tych surowych martwych bloków couverture i ucieranie ich ręcznie - nigdy nie używam elektrycznych mikserów - w dużych glinianych misach, a potem roztapianie,mieszanie i mierzenie temperatury,dopóki nie będzie akurat taka,żebym mogła przejść do następnego etapu.''




Pralinki czekoladowe

1.100g czekolady mlecznej Divine
   mielone orzechy laskowe i sól morska do posypania
nadzienie: krem czekoladowy,mielone orzechy laskowe,rum

2.100g czekolady mlecznej Divine*
   nadzienie: krem czekoladowy,mielone płatki migdałów i likier amaretto

3. 100g czekolady gorzkiej Oxfam**
    tarty imbir z cukrem do posypania
nadzienie: krem czekoladowy i świeży imbir

Po kolei rozpuścić każdą czekoladę w kąpieli wodnej.Wypełnić nią foremki,dokładnie rozprowadzić ją pędzelkiem i schłodzić w lodówce ok.20 minut.Napełniać nadzieniem i pokryć pozostałą czekoladą.Wyrównać pędzelkiem.
Posypać dodatkami.Schładzać w lodówce aż czekoladki będą twarde.





Krem czekoladowy
300g ciemnej lub mlecznej czekolady - u mnie Divine
150 ml śmietany kremówki

Podgrzać kremówkę - na jej powierzchni powinny pojawić się bąbelki.Dodać pokruszoną czekoladę i wymieszać.Podzielić krem na trzy części i do każdej dodać odpowiednie składniki nadzienia.Schładzać w lodówce ok.godzinę.Następnie napełniać foremki z wylaną wcześniej czekoladą.

* czekolada Divine pochodzi z Ghany i jest produktem Sprawiedliwego Handlu - Fair Trade
** czekolada Oxfam pochodzi z Ghany,jest produktem Fair Trade





"Jest jakaś alchemia w zmienianiu zasadniczej czekolady w to złoto mądrego głupca, w czarowaniu amatorskim,którym nawet moja matka może by się rozkoszowała.Kiedy pracuję,uwalniam się od wszelkich myśli,oddycham głęboko.Okna są otwarte i byłoby zimno,gdyby nie upał z pieców, z miedzianych patelni,oparów topniejącej couverture.Połączone wonie czekolady,wanilii,rozgrzanej miedzi i cynamonu odurzają,wspaniale sugestywne; jest w tym surowy ostry zapach ziemi południowoamerykańskiej,gorąca żywiczna wonność lasów deszczowych.Przenoszę się teraz.Jestem z Aztekami przy ich uświęconych obrzędach: Meksyk,Wenezuela,Kolumbia,Dwór Montezumy,Kolumba i Corteza.Pokarm bogów kipi i pieni się w kielichach.Gorzki eliksir życia."*


 *cytaty pochodzą z książki Czekolada Joanne Harris

Czekoladowych snów Kochani!

poniedziałek, 20 lutego 2012

Moje miasto a w nim...I pizza.








Wybieram kwadrat ulic i idę.
Odnajduję wspomnienia,dawne znane miejsca.
I nowe sklepy,które powstają nagle i nieoczekiwanie.
Najlepiej kiedy jest to księgarnia,sklep z herbatą lub kawą.
Penetruję półki,chłonę zapachy,wędruję w nowe krainy.
W końcu kupuję kolejne torebki przepełnione aromatami.
Przewracam kartki zapisane czarną czcionką i wciąż pachnące drukiem.
Jedna książka,druga i kolejna.
Nigdy nie wychodzę bez.
Trafiam na miłe miejsce,gdzie jedno spojrzenie decyduje o tym,że spędzę tu kolejne godziny.
Mili i dyskretni ludzie,miękkie dźwięki,smaczne zapachy.
Siadam przy oknie i patrzę na moje miasto.
Śniegodeszcz.Przemykający przechodnie.
I chłopiec w kolorowej pilotce.Zatrzymuje się przy szybie i posyłamy sobie uśmiechy.
Biegnie dalej.
Otwieram książkę.Wtapiam się w nowy świat.



W domu piekę pizzę.
Inspirowaną nowym miejscem,smakami,daniami.

Pizza z karmelizowaną cebulą,gorgonzolą i awokado

ciasto:
300g mąki pszennej
200g mąki razowej
30g świeżych drożdży
łyżeczka cukru
łyżeczka soli
100ml ciepłej wody
3 łyżki oliwy EV

Do naczynia kruszę drożdże,dodaję cukier,4 łyżki mąki pszennej i ciepłą wodę.
 Mieszam wszystko i odstawiam do wyrośnięcia.
Na blat wysypuję pozostałą mąkę i sól.Dodaję oliwę i wyrośnięty zaczyn.
Zagniatam ciasto aż stanie się gładkie i elastyczne.ok.10 minut .
Wkładam je do miski i przykrywam folią.
Rozgrzewam delikatnie piekarnik z blachą,na której upiekę pizzę.
Blachę wykładam papierem do pieczenia.Formuję z ciasta placek na pizzę i układam na blasze.
Przykrywam i zostawiam na 20 minut w cieple,aby ciasto podrosło.





1 dojrzałe awokado
sok z połowy pomarańczy
100g gorgonzoli
 200g karmelizowanej cebuli - dodałam czerwoną i żółtą
listki świeżego lubczyku
gruba sól ziołowa

Awokado obieram i od razu skrapiam sokiem z pomarańczy,kroję na kawałki,zalewam pozostałym sokiem i odstawiam .
Na podrośnięty blat pizzy rozkruszam gorgonzolę,wykładam karmelizowaną cebulę i piekę w temp.200 st.C ok.20 minut.Kiedy ciasto jest upieczone,wykładam na wierzch kawałki awokado i listki lubczyku.Posypuję solą ziołową i od razu podaję.

*Pizza inspirowana przepisem Karoliny Staszewskiej,właścicielki restauracji i klubokawiarni Kosmos Kosmos.





Gdybyście jeszcze chcieli posłuchać Sen o Warszawie...

 

Warszawa
Koszykowa 55

poniedziałek, 13 lutego 2012

Lubię...Polędwica w pieprzu z sosem czekoladowym.






Lubię...
Swoje życie,swoje światy.
Stany na granicy fikcji i rzeczywistości.
Poukładane sprawy,które nieco się poplączą,bo...
Mówienie o rzeczach trudnych,szczerze.
Brak lęku przed tabu.
Być dzieckiem i kupować sobie perfumy.
Czerpać przyjemność z obowiązku.
Czas,który jest tylko mój.
Być egoistyczna i mówić ,nie'.
Ludzi,którzy są ciekawi.Inspirują mnie i są lepsi ode mnie.
Miejsca,które oswoiłam i te,które chcę poznać.
Jeść i rozmawiać o jedzeniu.
Lubię...

Polędwicę w pieprzu z sosem czekoladowym.
Danie,które było podawane w XVI wieku we Florencji w domu Medyceuszy .

500g polędwicy wołowej
grubo mielony pieprz,tzw.młotkowany

Do naczynia wsypujemy grubo mielony pieprz i wkładamy umytą i wysuszoną papierowym ręcznikiem polędwicę.Obtaczamy ją w pieprzu,który przyciskamy do mięsa. Pieprzu powinno być tyle,aby cała polędwica była nim pokryta.Przykrywamy folią aluminiową i umieszczamy na 6 godzin w piekarniku w temperaturze 70 st.C. Przed podaniem mięso powinno odpocząć ok.20 minut,aby można je było dobrze pokroić.





Sos
przygotowujemy go na ok.godzinę przed upieczeniem mięsa.

1 szalotka  i marchewka
2 ząbki czosnku
pęczek natki pietruszki
2 części selera naciowego
2 łyżki oliwy EV
2 liście laurowe
pół łyżeczki cynamonu
pół łyżeczki gałki muszkatołowej
1 łyżka cukru
150ml czerwonego wina
50ml białego octu winnego
250ml bulionu,np.warzywnego lub wołowego
100g gorzkiej czekolady
2 łyżki posiekanych orzechów włoskich
3 łyżki orzechów pinii
50ml grappy

Szalotkę,marchewkę,ząbki czosnku,pęczek natki pietruszki i łodygi selera naciowego - siekamy drobno.
Wrzucamy wszystko na głęboką patelnię,z rozgrzanymi dwoma łyżkami oliwy.
Podsmażamy,pilnując aby żaden składnik się nie przypalił.
Dodajemy pokruszone liście laurowe,cynamon, gałkę muszkatołową,cukier i czerwone wino.
Gotujemy na średnim ogniu ok.10 minut dolewając 50ml białego octu winnego, i gotujemy jeszcze 5 minut.Dolewamy bulion,zmniejszamy ogień i gotujemy dalsze 15 minut.
W kąpieli wodnej rozpuszczamy tabliczkę gorzkiej czekolady.
W osobnym garnku podgrzewamy posiekane orzechy włoskie i  orzeszki pinii,wlewamy 50 ml grappy i dodajemy rozpuszczoną czekoladę.Szybko mieszamy.
Stopniowo dodajemy bulion z warzywami,aż uzyskamy konsystencję sosu.

Na talerz wykładamy sos i układamy na nim plastry wołowiny.
Podajemy z puree ziemniaczanym albo z dodatkiem pieczonych warzyw.*

*przepis z moimi minimalnymi zmianami, Joanny Poremby z magazynu Sukces nr 2/luty 2012






 Lubię...
Puree z selera

1 duży,zdrowy seler
1/4 kostki masła
sól i biały pieprz
sok z cytryny

Seler gotujemy w całości do momentu,aż będzie miękki,ale nie rozpadający się.Obieramy ze skóry.Wkładamy do blendera,dodajemy masło i pozostałe składniki do smaku. Ucieramy na jednolitą masę.Od razu podajemy.

I jeszcze tylko kieliszek czerwonego wina...


 

poniedziałek, 6 lutego 2012

Na zachodzie bez zmian...Karmelizowana cebula.Tarta. I inne przyjemności na przetrwanie.




Lutowy poranek.Niebo jeszcze stalowe.Termometr nie  pokazuje nic optymistycznego.
Na horyzoncie nieśmiała obietnica słońca.
Radio oznajmia,że Warszawa będzie jednym z najzimniejszych miast Polski.
Jak przetrwać ?
Pierwsza myśl  - nie wychodzić z domu.
Nie da się...
A może ucieczka do jakiegoś ciepłego kraju?
Ale zaraz pojawia się pytanie - kto zaopiekuje się dziewczynkami?
Potrzeba czegoś sycącego i rozgrzewającego wydaje się rozwiązaniem idealnym.
Cebula. I może tarta.
Kino i koniecznie świeże kwiaty.Jak powiew wiosny.
Plan wygląda dobrze.





Karmelizowana czerwona cebula

1kg cebuli
1 szklanka czerwonego półwytrawnego wina
4 łyżki melasy
2 łyżki miodu spadziowego
2 łyżki ciemnego kremu balsamicznego
2 łyżki oleju o delikatnym smaku

Cebule obrać.Pokroić w cienkie piórka. Na głębokiej patelni rozgrzać olej,dodać cebulę i dusić do momentu,aż będzie miękka.Dodać pozostałe składniki,wymieszać i trzymać na małym ogniu, aż całość będzie gęsta.U mnie trwało to ok.godziny.
Gorącą cebulę zamknąć w wyparzonych słoiczkach.


Tarta z czerwoną cebulą i anchois

Upiec kilka spodów z kruchego ciasta.Przepis tu.
Do każdej foremki z ciasta włożyć porcje karmelizowanej cebuli,na wierzchu położyć po kilka filecików anchois.
Zapiekać w temp.200 st. C ok. 20 minut.




Karmelizowana żółta cebula

1 kg cebuli
2  łyżki oleju np.rzepakowego
 1 szklanka białego wina - półwytrawnego lub wytrawnego
4 łyżki miodu lipowego lub akacjowego
2 łyżki jasnego cukru trzcinowego
3 łyżki jasnego kremu balsamicznego

Rozgrzać olej w głębokiej patelni,wrzucić pokrojoną cebulę - piórka lub krążki.Dusić na małym ogniu do miękkości.Dodać pozostałe składniki i dusić aż całość będzie gęsta.Zamknąć w wyparzonych słoiczkach.




Tarta z konfiturą z żółtej cebuli,kozim serem i rozmarynem

Upiec kilka foremek z kruchego ciasta.Wypełnić je cebulą.Na wierzchu położyć po plasterku koziej rolady i kawałek gałązki rozmarynu.
Zapiekać 20 minut w temp.200 st.C.






Film ,Musimy porozmawiać o Kevinie' daje w kość.Natychmiast pojawiają się wyrzuty,czy zrobiłam wszystko,aby moje dzieci były szczęśliwe? Czy można to zrobić do końca? Czy jestem dobrą matką?
Genialna jak zwykle rola Tildy Swinton przenosi mnie w traumatyczny świat rodziny Kevina.
Jestem wstrząśnięta,ale z chęcią zobaczyłabym to jeszcze raz.
Obejrzyjcie ten film.W każdym momencie można wszystko naprawić,refleksja pozytywna może zdziałać wiele dobrego.To potrzebna autoterapia.
Kupuję po drodze tulipany.Jak cudownie,że rosną w lutym!
Wracam do domu.Rozgrzać się domowym ciepłem i karmelizowaną cebulą.
Otworzymy butelkę wina i porozmawiamy o Dzieciach.





 Pisząc ten post ,położyłam obok tomik Wisławy Szymborskiej, a w nim wiersz Cebula.
Hołd dla warzywa? Pochwała doskonałości? Prześmiewcze porównanie z człowiekiem?
Warto przeczytać ...

Dobrego dnia Wam życzę!

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Wałkowanie na cztery ręce. Pasta fresca.19!TU i TAM.





Tak niewiele potrzeba.
Mąka ,jajka ,oliwa.
I dłonie.
One są tu najważniejsze.
Kilka chwil zamkniętych w krawędziach stolnicy.
Ruchy miarowe,czułe,gdy trzeba stanowcze.
Wytrwałość nagrodzona cieniutkim arkuszem.
Niczym kupon materiału czeka na skrojenie.
Pasta fresca.
A przy stolnicy Anna-Maria i ja.
Zobaczcie co wyszło spod naszych rąk.







Wałkowanie makaronowego ciasta to coś więcej,niż fizyczne ruchy.
Poprzedza je metafizyczny proces zagniatania.
Kiedy zanurzam ręce w mące,wbijam jajka,a potem dodaję kolejne składniki wiem,że zaczął się piękny czas.Na moich oczach i za pomocą moich rąk najpierw powstanie chaotyczny zbiór.
Potem zacznę go zlepiać w jedną całość.Dojdę do etapu stworzenia kuli,którą będę rzeźbić.
Ugniatanie,obracanie,rozkładanie i sklejanie.
I tak przez dłuższy moment.
Kula staje się coraz bardziej elastyczna i miękka.
Coraz chętniej współpracuje z dłońmi.Poddaje się.
A ja wyczuwam coraz więcej ciepła.
Duet dłonie i ciasto zaczyna stawać się jednym.
Czas się zatrzymać.Dać odpocząć ciastu i dłoniom.
A potem rozpocząć wałkowanie.
Bez planu.
Tak jak w duszy zagra.
I krojenie.
Aż powstanie makaron.Szeroki i cienki.
Pasta fresca na dwa dania.
Przepyszny finisz!


Ciasto makaronowe

3 szklanki włoskiej mąki typ ,00'
1 szklanka semoliny
4 duże wiejskie jajka
szczypta soli
łyżka oliwy EV

Na stolnicy usypać kopiec z mąki,zrobić wgłębienie i wlać wybite wcześniej jajka.Dodać sól i oliwę.
Zagarniając wszystkie składniki do środka,zlepiać je w jedną całość.
Kiedy się połączą,zagniatać nadgarstkami  i obracać tak długo,aż ciasto zacznie być miękkie,elastyczne i gładkie. Trwa to ok.20-30 minut.
Uformować kulę i zawinąć ją w folię spożywczą.Zostawić na stolnicy aby odpoczęło.Na ok.20-30 minut.Następnie odkrawać nożem małe kawałki - resztę ciasta zawijać w folię aby nie wysychało, i wałkować cienkie płaty.Z płatów wykrawać makaron o dowolnej szerokości.
Posypywać pokrojony makaron dodatkową mąką,aby się nie sklejał.
Wrzucać partiami na osolony wrzątek z dodatkiem łyżki oliwy.Gotować ok.3-4 minuty w zależności od grubości i odcedzać na sicie.
Jeść najlepiej świeży.

Nadmiar makaronu układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i podsuszam w piekarniku w temperaturze 50 st.C . Zamykam w słojach.




Tagliatelle z sosem mascarpone.Tagliatelle di salsa con mascarpone.

125g sera mascarpone
50g tartego parmezanu
biały pieprz i sól do smaku
łyżka oliwy EV
żółtko
łyżeczka soku z cytryny i otarta skórka

W rondelku podgrzać ser mascarpone i oliwę,dodać żółtko.Mieszać na małym ogniu aż się połączą.
Zdjąć z ognia.Doprawić solą i pieprzem.Dodać sok i skórkę z cytryny.Wymieszać z tartym parmezanem.
Dodać świeży makaron.Wymieszać i od razu podawać.
Pyszne i proste danie. Z kieliszkiem wina smakuje jeszcze lepiej...







Ravioli z jajkami .Uova da raviolo.

Nadzienie:
kozi twaróg,najlepiej własny - przepis tu
biały pieprz i sól do smaku
łyżka oliwy truflowej lub zwykłej
wiejskie jajka - tyle,ile chcemy mieć ravioli
trufla z zalewy pokrojona na cienkie plasterki
pół kostki masła



Ser połączyć z pieprzem,solą i oliwą.
Z ciasta wyciąć dwa pasy o szerokości 5-6 cm. Na jeden z nich w odległości 7 cm  wykładać po łyżce sera.
W serze zrobić wgłębienie i w każde włożyć ostrożnie żółtko oddzielone od białka.
Przykryć drugim pasem ciasta. Przycisnąć brzegi wokół każdego nadzienia.Wyciąć ravioli za pomocą radełka. Pierożki kłaść ostrożnie na wrzątek i gotować nie przewracając ok.3 minuty.Żółtko powinno był płynne.
Wyjmować delikatnie łyżką cedzakową.Polać roztopionym masłem i udekorować plasterkami trufli.
Zamiast trufli można je posypać startym parmezanem.

*inspiracja stąd




Domowy makaron,kozi ser i płynne żółtko.
Chrupiące płatki trufli.
Wyjątkowo udana kompozycja.
Delektujcie się popijając delikatnym i najlepiej z ravioli komponującym się verdicchio.
Lub innym ulubionym białym winem.

Viva la pasta!


















poniedziałek, 16 stycznia 2012

Teatr zmysłów czyli Atelier Amaro.I polski chleb.





Amaro.
Ciekawi?
Intryguje?
Zniechęca?
Inspiruje?
Szokuje?
Mistrz sztuki kulinarnej?
Wizjoner?
Ignorant?
Artysta?
Guru?


Przyznam,że długo trzymałam swoją ciekawość i chęć poznania na dystans.
Bagatelizowałam. Odtrącałam. Pomijałam.
Przyszedł czas i zapragnęłam.
Atelier Amaro stało się przełomem.
Zobaczyć.Dotknąć.Poczuć.
Przekonać się.Poznać.Posmakować.
Odrzucić wszystkie ,nie'.

Kolacja.
Menu degustacyjne.5 MOMENTS .
Spektakl dobrego smaku,tonu,manier.
Zmysły zaangażowane do granic.Wszystkie.
Zagadka.Tajemnica.Ciekawość.
Nie wiemy nic.Musimy zawierzyć.Szukamy klucza.
5 moments na czerpanym papierze wypełnione hasłami.
Proszę o pozwolenie zabrania ich ze sobą i dostaję pytanie - dlaczego?
Odkrywam się,że bloguję.Kelner zbiega schodkami w dół.I wraca z podpisem Amaro.




Pierwsze akordy zabrzmiały.
Płyniemy.Zdumienie...
Angażujemy nasz wzrok,słuch,smak.Zachwycamy się.
Nie wierzymy.Jeszcze.
Idealny czas między jednym a drugim moments buduje klimat.
Unosi nas i nie pozwala się nam zatrzymać.
Za oknem biel i magiczny puch tańczący w świetle starych latarni.
Amaro wziął wszystko?
Miejsce idealnie wpisuje się w całość.

Chwila wytchnienia po tatarze z jelenia i czarach z ciekłym azotem.
Rozmowa o książce. Kuchnia XXI wieku.
Dopiero teraz wiem,że chcę ją mieć.
Kupię ją tutaj z autografem Autora.
Ale przedtem,po genialnym zajęczym combrze dostaję zaproszenie do kuchni............................





Amaro pracuje z mężczyznami.Spokojne,pewne ruchy i maksymalna koncentracja.
W ascetycznej kuchni ani śladu ,walki' z kulinarną materią.
ON. Łagodny,skromny.Wspaniale nam się rozmawia.Nie wyczuwam dystansu.Mistrz.

Przed deserem kieliszek boskiego likieru czekoladowego z 60% czekolady z żytnim Chopinem,popiołem z palonego siana i oliwą truflową z Piemontu...
A ja już rozumiem.Wreszcie!
Przepisy Amaro są szczególnym przesłaniem.To nie gotowe recepty na danie,
a wyjście poza kanon.Baza,wokół której mamy tworzyć własny teatr.
Swoją wizję Jego przepisu.
Mamy zaangażować wszystkie zmysły i emocje.Wykorzystać najlepsze składniki i stworzyć kompozycję barwy,smaku,umiejętności,fantazji,marzeń...

Deser jest dopełnieniem.
Jesteśmy Jego.
I wrócimy.Z nową porą roku. Na nowe moments.

Nie zdradzam dań,ich składu.Choć zapisałam je skrupulatnie.
Przeczytajcie nasze 5 moments.Puśćcie w tany wyobraźnię.
Zaangażujcie zmysły i wszystko ułoży się w wyjątkowej urody całość.
Polecam też relację z wieczoru w Atelier Amaro u Gospodarnej Narzeczonej.





Polski chleb

2kg mąki pszennej
450g otrębów pszennych prażonych
100g orzechów laskowych
100g orzechów włoskich
100g drożdży
30g kminku
30g majeranku
30g czarnuszki - aromatycznych nasion używanych do kwaszenia kapusty i ogórków,przede wszystkim jednak do posypywania chleba - dawniej chleba Kulikowskiego
20g soli kuchennej
2,5l letniej wody

Rozpuść drożdże w wodzie, następnie dodaj je do mąki wymieszanej z kminkiem,otrębami,majerankiem,czarnuszką i solą.Wymieszaj dokładnie ręką i na końcu dodaj orzechy.Postaw do wyrośnięcia na kilkanaście minut(ciasto musi zwiększyć swoją objętość o połowę).
Po wyrośnięciu ponownie dokładnie wymieszaj ręką.

Foremki do chleba wysmaruj masłem i obsyp otrębami.Podziel ciasto na cztery części.Każdą część włóż do wysypanej formy,oprósz otrębami i wstaw do nagrzanego pieca.Piecz w temperaturze 195st.C.
przez 110 minut.
Pozostaw do ostygnięcia.Przed podaniem pokrój na cieniutkie kromeczki






Piekłam z 1/4 składników w temp.180 st.C przez 45 minut.Wykorzystałam mąkę pszenną pełnoziarnistą.

To piękny chleb Kochani.
Smakujcie.

* źródło przepisu Wojciech Modest Amaro,Kuchnia polska XXI wieku 
** źródło zdjęcia W.M.Amaro - Facebook